Dziś wychodzę na wolność. I szczerze ? Nie mam pojęcia co ze sobą zrobię. Pieprzony Olly. Wszystko zniszczył. Jestem w stu procentach pewny, że zrobił to, aby mnie sprowokować, potem pozwać... Cóż, co do więzienia to mu się udało, ale nie miał z tego żadnej satysfakcji i w sumie już nigdy nie będzie jej miał z niczego.
- Ej, Tomlinson ! Zaczekaj !
Nie wierzę, czego ten dupek chce.
- Czego ? Spieszy mi się, jakbyś nie zauważył za 5 minut zaczynamy walkę. - powiedziałem jak najostrzej mogłem, żeby zrozumiał, że nie mam ochoty na rozmowy z nim.
- Dlaczego to robisz ?
- Co robię ? - Zaczyna mnie irytować, choć to jego drugie zdanie.
- Te wszystkie walki... po co Ci to ?
- Po pierwsze, równie dobrze mogę zapytać o to Ciebie... a po drugie, nie twój pieprzony interes. - Podniósł mi ciśnienie, niech już się lepiej nie odzywa.
- Pf... ćpun.
Co ?
- Co proszę ? -podszedłem do niego bliżej.
- To co słyszysz. Dobrze wiem, że bierzesz. Współczuje twojej siostrze... pewnie ledwo daje radę. Szkoła, utrzymanie nie tylko siebie, ale i ciebie...
- Gówno o mnie wiesz okej ?! To prawda, że coś tam biorę od czasu do czasu, tak jak wszyscy tutaj- zacząłem pokazywać na tłum, który czekał na walkę.- Ale nie jestem ćpunem ! Odszczekaj to, albo...
- Albo co ?
Miałem dość, rzuciłem się na niego natychmiast. Mój gniew rósł a każdy cios stawał się co raz silniejszy. Złapałem, go za koszulkę i zacząłem krzyczeć w twarz.
- Chcesz wiedzieć dlaczego to robię ? Proszę bardzo ! Moi rodzice nie żyją, bo alkohol ich wykończył, zostałem sam z siostrą i muszę nas utrzymywać ! Musze płacić za jej szkołę, muszę opłacać wszystkie rachunki i muszę dbać o to, żeby miała co jeść !
Moja furia przejęła nade mną kontrolę. Nie mogłem przestać. Zbiegli się ludzie, którzy próbowali mnie od niego odciągnąć. Nie słyszałem nic. Dosłownie nic. Pierwszy dźwięk jaki dotarł do mojego ucha to dźwięk radiowozu i karetki, która przyjechała na sygnale. Zabrali mnie. Kiedy odjeżdżałem, ostatnie co zobaczyłem to ciało, które wkładają do czarnego worka.
Teraz stoję tu, przed bramą, która ma mi dać wolność. Powoli się otwiera, a ja przekraczam jej próg. Ostatni raz patrzę na miejsce, w którym straciłem sześć lat swojego życia.
Dzwonię po taksówkę, i jadę pod dom. Mam nadzieję, że Lottie tam będzie. Chociaż z drugiej strony wolałbym zostać sam. Daję taksówkarzowi pieniądze, które mu się należą i idę pod dom. Coś w nim się zmieniło... nie jest taki jak kiedyś, kolorowy i pełny kwiatów, które sadziła Lottie i opiekowała się nimi jak dziećmi. W ogrodzie widać tylko kawałki suchej ziemi, oraz oczko wodne zarośnięte glonami.
Kurwa, co jest ?
Podchodzę do drzwi i ciągnę za klamkę. Zamknięte. Wyciągam klucz i wkładam do zamka, przekręcam i otwieram. W domu panuje okropny bałagan.Cholera. Wchodzę na górę i słyszę jakieś jęki... Nie wierzę. Nie mam zamiaru tam wchodzić, zaczekam tu sobie.
Mija całkiem sporo czasu zanim drzwi się otworzą. Wychodzi z nich wysoki mężczyzna, nie wygląda dobrze... jak jakiś żul. Odchodzi i nic nie mówi, Zaraz po tym w drzwiach staje Lottie w bardzo wyzywającym stroju i pieniędzmi w ręku. Kiedy mnie widzi wszystko wypada jej z rąk. Oczy są przerażone i zaskoczone.
Co tu się do cholery jasnej dzieje ?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz